Marianna jest czterdziestokilkuletnią kobietą, która całe życie próbowała zmieścić się w roli, jaką jej przypisano: męża, ojca, syna – i od zawsze wiedziała, że coś się nie zgadza.. Kiedy w końcu decyduje się na korektę płci, musi zostawić za sobą niemal wszystko: małżeństwo, córki, kontakt z rodzicami, tożsamość, jaką znało ją otoczenie. Kamera towarzyszy jej przez kolejne etapy tej drogi: przygotowania do operacji, kafkowski proces sądowy przeciwko własnym rodzicom – jedyna droga do zmiany metryki w ówczesnym polskim prawie – aż po nieprzewidziany cios ze strony choroby, który nadchodzi dokładnie wtedy, gdy życie zaczyna się wreszcie układać.
Film nie powstał z obserwacji, lecz z relacji: reżyserka przez kilka lat jest stałą towarzyszką Marianny, a ta bliskość odciska wyraźny ślad na formie. Bielawska rezygnuje z tradycyjnych wypowiedzi do kamery, sięga po archiwalne nagrania rodzinne i teatralnie aranżowane ujęcia, które pozwalają bohaterce samej nadawać znaczenie własnym doświadczeniom.
Mów mi Marianna to przede wszystkim film o samotności: o cenie, jaką w Polsce połowy drugiej dekady XXI wieku trzeba było płacić za prawo do bycia sobą. Choroba, odrzucenie, utrata – wszystko to reżyserka portretuje z czułością, która nie epatuje dramatem, lecz pozwala mu wybrzmieć w pełni.
Marianna jest czterdziestokilkuletnią kobietą, która całe życie próbowała zmieścić się w roli, jaką jej przypisano: męża, ojca, syna – i od zawsze wiedziała, że coś się nie zgadza.. Kiedy w końcu decyduje się na korektę płci, musi zostawić za sobą niemal wszystko: małżeństwo, córki, kontakt z rodzicami, tożsamość, jaką znało ją otoczenie. Kamera towarzyszy jej przez kolejne etapy tej drogi: przygotowania do operacji, kafkowski proces sądowy przeciwko własnym rodzicom – jedyna droga do zmiany metryki w ówczesnym polskim prawie – aż po nieprzewidziany cios ze strony choroby, który nadchodzi dokładnie wtedy, gdy życie zaczyna się wreszcie układać.
Film nie powstał z obserwacji, lecz z relacji: reżyserka przez kilka lat jest stałą towarzyszką Marianny, a ta bliskość odciska wyraźny ślad na formie. Bielawska rezygnuje z tradycyjnych wypowiedzi do kamery, sięga po archiwalne nagrania rodzinne i teatralnie aranżowane ujęcia, które pozwalają bohaterce samej nadawać znaczenie własnym doświadczeniom.
Mów mi Marianna to przede wszystkim film o samotności: o cenie, jaką w Polsce połowy drugiej dekady XXI wieku trzeba było płacić za prawo do bycia sobą. Choroba, odrzucenie, utrata – wszystko to reżyserka portretuje z czułością, która nie epatuje dramatem, lecz pozwala mu wybrzmieć w pełni.